
Właśnie obejrzałam film australijsko – południowoafrykański „Disgrace” (Hańba), z Johnem Malkovichem w roli głównej.
Reżysera nie podam, nie chce mi się drugi raz włączać filmu, a na okładce zlekceważono go tak zminiaturowanymi literami, że nazwiska nawet przez lupę nie jestem w stanie odczytać. A szkoda, film opowiada co prawda, o niewiarygodnych zachowaniach ludzkich, ale wyreżyserowano go bardzo dobrze i równie świetna jest muzyka w tym filmie (też zlekceważono kompozytora...).
Malkovitch gra profesora literatury, czy też poezji (nie ma to w końcu większego znaczenia w tym filmie...), wykładającego na uczelni w Południowej Afryce.
Jest podstarzałym (52 lata) podwójnym rozwodnikiem, żyje samotnie, korzystając z usług call girls. Przypadkiem, a może raczej wypadkiem (bo spotkał ją na ulicy, gdy się w czasie deszczu poślizgnęła i upadła), uwodzi swoją studentkę, z którą kilka razy w następstwie poślizgnięcia idzie do łóżka.


Właściwa część filmu zawiera jeszcze bardziej niezrozumiałe przesłanie.
Profesor ma córkę, która wybrała trudne życie. Mieszka ona na farmie, z daleka od cywilizacji. Jest lesbijką. Gdy zdegradowany profesor przybywa do córki w odwiedziny, okazuje się, że mieszka ona całkowicie sama w dziczy, gdyż jej partnerka właśnie ją porzuciła.
Córka zajmuje się hodowlą kwiatów, sałat i warzyw oraz trzyma w klatkach kilka psów (nie bardzo wiem w jakim celu trzyma je w klatkach?... ponieważ są to psy - jej przyjaciele).
Profesor zaczyna życie na farmie, jeździ z córką na bazar i pomaga jej w sprzedawaniu produktów z farmy, pracuje też u miejscowej weterynarki przy usypianiu bezdomnych psów, po egzekucji pakuje psie zwłoki w torby, zawozi do krematorium i spala.
Córce pomaga w niektórych pracach, mieszkający tymczasowo w szałasie z metalowych odpadów, starszy Afrykanin. Ma on też z nią jakieś interesy i plany w związku z farmą (nie bardzo zrozumiałam jakie, więc nie podaję.)
Któregoś dnia (Afrykanina nie ma, wyjechał po kolejną żonę...) ojciec z córką wracają z bazaru i zastają na farmie trzech młodych Afrykanów drażniących psy. Podobno ktoś w ich rodzinie potrzebuje pomocy i chcą skorzystać z telefonu.

Córka oczywiście została wcześniej przez wszystkich trzech zgwałcona.
(Gdyby psy – wolne - pilnowały farmy, z pewnością nie doszłoby do tragedii, ale wtedy nie byłoby ani książki, ani filmu...)
Zmaltretowane ofiary na piechotę szukają pomocy (telefon jest roztrzaskany) i ktoś wreszcie wiezie ich do szpitala, gdzie profesor, mimo ogromnych oparzeń, musi czekać w kolejce po pomoc! Policja szuka tylko jego auta, bo było ubezpieczone. Niczym więcej nie jest zainteresowana...

Ojciec więc pozostaje z nią, nadal pracując przy usypianiu psów (choć jest to wbrew jego uczuciom) i ...nawiązuje romans z weterynarką, choć jest ona w jego wieku i pokaźnej tuszy (do tej pory preferował młode, zgrabne dziewczyny).
Tymczasem mieszkający w szałasie Afrykanin wraca z nową żoną, która odtąd, przez całą resztę filmu zajmuje się wieszaniem prania, (co robi w szałasie nie pokazano).
W związku z nową żoną i jakimś powodzeniem w interesach, Afrykanin urządza przyjęcie dla rodziny, zarzynając na ten cel dwie owieczki, których, już upieczonych, profesor spotykający je przedtem przy wodopoju, nie jest w stanie przełknąć.
Wśród zgromadzonych córka i profesor rozpoznają jednego z bandytów. Profesor demaskuje go przed gośćmi, ale zdenerwowana córka robi mu wyrzuty, że popsuł Afrykaninowi przyjęcie! Nie pozwala mu zadzwonić na policję!
Zrezygnowany profesor wyjeżdża do miasta i tam na klęczkach(!), rodzinę uwiedzionej studentki prosi o wybaczenie. Nie wiadomo skąd nagła skrucha, czy przypadkiem nie porównał się z gwałcicielami? (Przy okazji pobytu w mieście ogląda uwiedzioną na scenie teatralnej i następnie korzysta z usług czarnoskórej prostytutki...)
Wraca na farmę, gdzie córka oznajmia mu, że jest w ciąży, będącej efektem gwałtu i jej nie usunie, ponieważ ...jest kobietą i kocha dzieci.
Profesor zauważa także, że szałas zniknął, a Afrykanin buduje murowany dom. Idzie do niego i chce go zmusić, żeby zgłosił bandytę na policję. Ten twierdzi, że bandyta jest dzieckiem i nie może iść do więzienia, a on ma obowiązek nim się opiekować, gdyż należy ono (dziecko) do rodziny nowej żony (tej od prania).
Na wymówkę, że krewny-gwałciciel może być ojcem dziecka poczętego przemocą, Afrykanin stanowczo tłumaczy, że dziecko, choć bandyta jest za młode, żeby ożenić się z córką profesora i że w zadośćuczynieniu on sam się z nią ożeni. (Sic!)
(Autorzy scenariusza nie wyjaśniają, jak załatwią się z bieżącą żoną - tą od prania).
Córka potwierdza, że tak właśnie się stanie, choć będzie to małżeństwo formalne.
Wobec czego profesor, nie mogąc pogodzć się z poglądami, (czy może raczej z mentalnością córki?), szuka zakwaterowania u weterynarki, no... bo w końcu wybrał dla siebie pokutę na odludziu...
Przy kolejnych odwiedzinach na farmie, przyłapuje dziecko-bandytę (mającego minimum 18 lat) na podglądaniu biorącej prysznic córki. Ściąga go z okna i tłucze jak zawodowy bokser, przy pomocy szarpiącego łobuza psa - jedynego który ocalał z masakry.

Ostatnia scena: profesor wracając po spaleniu kolejnego psa, którego wcześniej chciał zaadoptować (nawet pogrywał sobie na banjo w jego towarzystwie), ale którego po pogłaskaniu, jednak oddał humanitarnej śmierci;

Kiedyś na jej interpretację zaistniałych wypadków i na jej plany przyszłego życia stwierdził, że żyje jak psy - co potwierdziła. Jest to absolutną nieprawdą, ponieważ żaden pies mając taki wybór jak bohaterzy filmu, na takie życie by się nie zgodził.
I kto mi wyjaśni, jakie przesłanie chcieli przekazać w tym filmie autorzy?
Co jest tytułową hańbą?: nieokiełznana namiętność profesora (no... przy wyważonym stylu gry Malkovitcha, nie da się w nią uwierzyć...), bierność seksualna studentki, gwałt i rozbój, nieukaranie winnych, ukrywanie przestępcy, usypianie zdrowych psów, korzystanie z usług prostytutek, fałszywe małżeństwa, niewyjaśniony upór córki postanawiającej nie zmieniać swojego losu, bierność ojca - ich uwięzienie we własnych bezsensownych postanowieniach? Pojęcia nie mam...

Historia jest absolutnie nieprawdopodobna od początku do końca, (choć osadzona w realnym świecie przestępstwa, przemocy, bezwolności, tumiwisizmu i niesprawiedliwości) dlatego, że nikt, absolutnie nikt, kto ma wybór, nie zgodziłby się na bezsensowne rozwiązania.
Życie na ziemi polega na walce, od początków dziejów ludzkości. Bezwolni zaliczają się do chorych psychicznie i tylko tak można wytłumaczyć ten film, że pokazał życie trzech psychicznie chorych osób, pozwalających bezwolnie nieść się nurtowi.
Do więzień często trafiają niewinni, ale i tam zawsze walczą o sprawiedliwość.
Postacie z tej książki i filmu same siebie osadziły w więzieniu i udają, że tak im dobrze i tak powinno być. I niech mi nikt nie udowadnia, że takie obyczaje panują w Południowej Afryce, albo że to karma, bo karma nie na tym polega!
Film został nakręcony na podstawie powieści J.M.Coetzee, która dostała nagrodę Booker Prize. I jest to kolejna sprawa nie do wytłumaczenia: kim są ludzie przyznający nagrody i czym się kierują przyznając je, bo najczęściej nagrody dostają nie te książki, które się najlepiej sprzedają, a wręcz przeciwnie gnioty wegetujące na półkach...
Być może dlatego, że książek i filmów powstały już setki tysięcy, to oryginalność za wszelką cenę wydaje się specjalną wartością, wszak największe bzdury zawsze można wetknąć snobistycznemu odbiory - tłumacząc się coraz bardziej skomplikowaną ludzką psychiką...
P.s. No proszę... czy film ten nie przypomina obecnej sytuacji politycznej w Polsce?
Mimo błazeństwa psychola Palikota,



Czy nie jest to hańbą i całkiem nieprawdopodobną historią?...

_____________________________________________________